Jednym z najczęściej poruszanych tematów ostatnich miesięcy jest susza i próby zatrzymania wody w krajobrazie. Od pięciu lat cały kraj boryka się z długotrwałą suszą. Według danych Ministerstwa Rolnictwa w niektórych regionach różnice w ilości wody sięgają nawet 1000m3. Dlatego też każda inicjatywa ze strony ministerstw środowiska i rolnictwa, które próbują walczyć z suszą, jest mile widziana. W zeszłym tygodniu do mediów „wyciekła” informacja, że rząd przeznaczył miliard koron na walkę z suszą. Czy jednak jest się z czego cieszyć?
Miliardowa inwestycja ze strony państwa zakłada przede wszystkim wsparcie budowy różnych obiektów wodnych. Konkretnie chodzi o następujące 4 punkty:
– Wspieranie budowy i modernizacji infrastruktury wodociągowej i kanalizacyjnej,
– Łączenie systemów wodociągowych,
– Wspieranie działań na rzecz małych cieków wodnych, stawów i małych zbiorników wodnych,
– Wspieranie tworzenia środków przeciwpowodziowych.
Jak potwierdza czołowy czeski hydrolog, profesor Jánský, nasi przodkowie przez setki lat budowali różnego rodzaju małe i większe zapory, dzięki czemu obecnie w naszym krajobrazie nadal mamy trochę wody. Zapory i inne rodzaje budowli wodnych mają oczywiście swoje uzasadnienie, ale co to oznacza dla rolników i czy zapory są naprawdę praktyczne podczas ulewnych deszczy, jakie przetoczyły się przez Czechy w ostatnich dniach?
W ostatnich miesiącach czescy rolnicy borykali się przede wszystkim ze zmianami w powierzchni swoich pól, gdzie każda roślina narażona na erozję na glebie zagrożonej erozją może być uprawiana przy zastosowaniu środków ochrony gleby lub musi być podzielona pasami przerywającymi itp. Od przyszłego roku nie będzie można obsiewać lub obsadzać jednej uprawy na polu o powierzchni większej niż 30 ha, co dotyczy już zasianych w tym roku ozimych. Celem tej ustawy nie jest więc zatrzymywanie wody w dolinie, gdzie spływa ona już zanieczyszczona, ale tworzenie w zasadzie naturalnych zapór na polach za pomocą różnych upraw na większych polach, pasów przerywających, zagajników i podziału pól uprawnych. Dzięki tej ustawie od połowy ubiegłego roku czeskie rolnictwo przechodzi cichą rewolucję, o której media nie mówią zbyt wiele.
Niestety, rolnicy często nie mają niezbędnego wsparcia w postaci jednolitej polityki, która umożliwiłaby im na przykład zorganizowaną cyfryzację, co znacznie ułatwiłoby im pracę przy wytyczaniu zmian w celu utworzenia zatwierdzonych pól uprawnych. Właśnie cyfryzacja zasobów gruntowych jest jedną z dróg, którą powinno podążać ministerstwo, a obecna polityka rządu nadal nie kładzie wystarczającego nacisku na tę kwestię w swoich propozycjach.
Podobną inwestycję i uwagę, jak w przypadku budowli wodnych, zasługiwałaby również zmiana składu lasów, zwiększenie udziału terenów zielonych typu nieleśnego, które pomagają zatrzymywać tak potrzebną wilgoć w glebie. Związane jest to również z większymi inwestycjami w tworzenie mokradeł, rozlewisk lub przywracanie cieków wodnych do pierwotnego stanu (tj. tworzenie terenów zalewowych lub meandrów). Gdyby ministerstwo rolnictwa rozszerzyło swój plan poza budowle wodne na całkowitą rekultywację krajobrazu, w tym wsparcie cyfryzacji zasobów gruntowych, z pewnością przyniosłoby to korzyści nie tylko zwierzętom i roślinom, ale także rolnikom i mieszkańcom tego kraju. Problem ten jest na tyle złożony, że nie można na niego patrzeć tylko z jednej perspektywy, choć sama inicjatywa jest godna pochwały. Czy za kilka lat będziemy więc mówić o wyjątkowym kroku, czy o początku całkowitej odnowy czeskiego krajobrazu?